Scenariusze akademii

Zaduszki poetyckie - scenariusz

 

Scenografia: scena podzielona na trzy części:

  1. sala prelekcyjna z pustymi krzesłami (w trakcie przedstawienia nieśpiesznie sprzątana przez jedną osobę)

  2. przestrzeń pomiędzy salą a cmentarzem, gdzie aktorzy stoją póki nie stworzą korowodu i nie przejdą do części trzeciej (może być zamiatana w trakcie przedstawiana przez jednego aktora)

  3. cmentarz za bramą cmentarną (dzielącą scenę i widownię) z kilkoma grobami i krzyżami posypanymi suchymi liśćmi i mnóstwem zniczy zapalonych na cmentarzu (może być zasłonięty przez część przedstawienia do momentu, w którym wędrowiec wchodzi na niego, część grobów i cmentarza może być rozrzucona wśród widowni a uczniowie z grobów mogliby przy nich stawać tuż przed recytacją z widowni krzeseł)

aktorzy występujący ubrani na czarno, sprzątający - na biało

sztuka ascetyczna w muzykę,

powinien panować półmrok uwydatniający palące się znicze

 

Kilku uczniów siedzi w pustawej sali wykładowej i słucha prelekcji

Prelegent (uczeń 2):

Trzeba umieć ludzi pokochać,
jeśli nie ogień, ustami wyrzucać jasność,
życie jak granat wybucha,
wybuchło, zgasło.

A tu by trzeba z desek prostych
dom, kościół, niebo drgające wznieść.
A tu posadzić żywicą dudniące sosny,
pod włosami ich, pod kwiatami
serdeczną gościć wieść….

Nagle jedna uczennica 1 z hukiem wstaje, odtrąca krzesło i krzyczy:

Ja tu umrę z nudów!

I upada. Zapada cisza Wszyscy się skupiają wokół niej i zapalają świece.

Śpiew (uczennica 3):
Powietrze aniołów pełne
A ich przejrzysty trzepot
Jest jak natchnione ciepło
Nad ognia złotą wełną.
Uczeń2:
Umarła?
Uczeń 4:
A czymże jest śmierć?
Uczeń 2:
Podaje biologiczną definicję śmierci

Uczeń 5:

No co ty! Naprawdę w to wierzysz?


to jest takie nic, smutne ucichanie,

a właściwie to jest cisza pierwsza i jedyna...

usychające kwiaty nad mdlącym posłaniem...

i właściwie nic...

i pusta głębia...

nocą cichy las bezczuciowych istnień,

wyblakłe jaźnie trwające bezdrganiem.

A właściwie to jest tylko wielkie zakończenie

nieskończonym snów...

nieznane cierpienie...

Ach, nie płacz, nie płacz...

Już cię nie rozumiem...

Uczeń 6

Tylko nieboszczyk jest wytworny.

Nie przerywa nikomu. Nie trzęsie głową.

A gdyby mógł mówić, to na pewno

wyrażałby się ściśle naukowo.

Tylko nieboszczyk nie jest zbyt ciekawy.

Gazet nie czyta. Nie chodzi na filmy.

Nie unosi się. Nie upuszcza łyżeczki do kawy.

I nie plotkuje. Jednakowo. Dla wszystkich przychylny.

Tylko nieboszczyk ma ustalone opinie.

Czasami coś mruczy. Lecz nie należy do żadnych grup.

Lekki, leciutki przez mało zbadane regiony płynie.

Stuprocentowy trup.

Uczennica1 wstaje recytuje i wychodzi

Co do mnie, żyję, proszę wierzyć.

Mój wyścig z suknią nadal trwa.

A jaki ona upór ma!

A jakby ona chciała przeżyć!

pozostali gaszą świece i odchodzą od krzeseł, które ktoś zaczyna niedbale sprzątać

Uczeń 4:
Wiesz,

Kiedy umrę i łopaty stukną,

potem trawa porośnie na grobie,

jako księżyc wrócę pod twe okno,

będę bajki opowiadał tobie,

lecz wprzód dom twój rozsrebrzę na biało

farbą taką srebrna, doskonałą.

Noc wrześniowa także się rozsrebrzy,

noc, ulica i ten cień na ścianie,

i przechodzień powie: - Ależ księżyc

świeci dzisiaj jakoś niesłychanie,

i położy swą rękę na serce

nic nie wiedząc, że to ja tak świecę

Uczeń 7: dołącza z publiczności jakoby prowokowana słowami ucznia 4 i recytuje:

A Kiedy ja umrę, zobaczę podszewkę świata.
Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
Co było niepojęte, będzie pojęte.

- A jeżeli nie ma podszewki świata?
Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?
Uczeń 8: podchodzi z boku (z widowni) niby posłyszawszy rozmowę

Umrzeć? - tego nie robi się kotu.

Bo co ma począć kot

w pustym mieszkaniu.

Wdrapywać się na ściany.

Ocierać między meblami.

Nic niby tu nie zmienione,

a jednak pozamieniane.

I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,

ale to nie te.

Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,

także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna

w swojej zwykłej porze.

Coś się tu nie odbywa

jak powinno.

Ktoś tutaj był i był,

a potem nagle zniknął

Niech no on tylko wróci,

niech no sie pokaże.

Już on się dowie,

że tak z kotem nie można.

Uczeń 9: dołącza z publiczności jakoby prowokowana słowami ucznia 7 i recytuje:

Wesoła jest śmierć ludzka, lecz weselsza zwierzęca,

Człowiek śmierć swą od nieba - zwierz od ziemi wynęca,

Zwierz umiera z gwiazd migotem,

A człowiek dniem -

Ty nic nie wiesz o tem,

Ale ja - wiem.

Uczeń 10:

To właśnie Śmierć, o żalu, ludziom żyć pozwala,

To cel każdego życia, jedyna podpora,

Co jak eliksir dźwiga nas wzwyż i upaja

I daje nam odwagę kroczyć do wieczora.

To jest mistyczny spichlerz, odpust ostateczny,

To jest sakwa biedaka, jego schron odwieczny,

Brama otwarta w niebios błękitne przestworza.

Uczeń 11:

Ty mnie do śmierci pokornej nie wołaj,
Bo ta już we mnie bez głosu;
A jeśli milczę, nie przeto mnie połaj,
Kwiatów Ty nie chciej od kłosu.

Bo ja z przeklętych jestem tego świata,
Ja bywam dumny i hardy,
A miłość moja, bracie dwuskrzydlata:
Od uwielbienia do wzgardy.

Gdy w głębi serca purpurę okrutną
Wyrabia prządka cierpienia,
Smutni - lecz smutni, że aż Bogu smutno -
Królewskie mają milczenia.

Uczniowie 12, 13, 14 (chłopcy o niskich barwach głosu, grobowym tonem, powoli recytują)

że pod kwiatami nie ma dna

to wiemy wiemy

gdy spłynie zórz ogniowa kra

wszyscy uśniemy

będzie się toczył wielki grom

z niebiańskich lewad

na młodość pól na cichy dom

w mosiężnych gniewach

świat nieistnienia skryje nas

wodnistą chustą

zamilknie czas potłucze czas

owale luster

Póki się sączy trwania mus

przez godzin upływ

niech się nie stanie by ból rósł

wiążąc nas w supły

chcemy śpiewania gwiazd i raf

lasów pachnących bukiem

świergotu rybitw tnących staw

i dzwonów co jak bukiet

chcemy światłości muzyk twych

dźwięków topieli

którego wzywamy tak rzadko Panie bolesny

skryty w firmamentu konchach

nim przyjdzie noc ostatnia

od żywota pustego bez muzyki bez pieśni

chroń nas.

Śpiew uczennicy 3:
Smutek to czy czekanie?
Pośród organów blasku
Jak dym smukłe laski

Lub słupy srebrnych puchów –

-bąk grających duchów.

 

Uczeń 15: (dołącza do tłumu, krzycząc kilka razy pierwszy wers i biegnąc przez całą salę)

Ktoś umarł,

niechętnie jak wszyscy,

popić,

popalić by wolał,

ot, tak,

pożyć...

A tu -

na nic doktory,

chory już nie jest chory,

na nic mu nie ochota,

skończona

umierania żmudna robota.

Nad nim łaska, spóźniona jak łaski wszystkie,

za nim wdowy, osły jego i konie,

tarcza i kosa,

i brudne chustki do nosa.

I szepcą nad nim pacierze:


Uczniowie 12, 13, 14

3x Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie….

 

Uczeń 16
... Jakże to tak, Panie?

Kto odpoczynku pragnie?

- Nie ptak,

co ledwie drzemie w chmurach,

nie niedźwiedź,

co i w barłogu czuwa,

a już najpewniej nie on,

ten, co dopiero umarł.

Dla niego robota wszelka,

powszednia krzątanina,

ta by nagrodą była.

Do radła,

do sierpa był zdolny,

do siana i zbierania,

kochania... muzykowania...

do trwania w wielkim zamęcie...

Dajże mu, Panie,

nie -

wieczne odpoczywanie,

lecz dobrze płatne zajęcie.

 

Uczeń 17


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

Wszyscy tworzą korowód (na czele uczeń 16 i 18) wolno wędrują po całej scenie zataczając koło i zatrzymują się przed wejściem na cmentarz, przyklękają, w tle utwór

W tle odtwarzany jest utwór A. Osieckiej „Jeszcze zdążę” w wyk. Anny Szałapak z płyty „Pięć oceanów- Ocean Granatowy” muz. Z. Konieczny (2002 r.)

Uczeń 18 recytując, wchodzi na cmentarz, przyklęka przy grobie, gdy skończy, wraca do tłumu

Wędrowiec, na istnienie spojrzawszy - z ukosa.
Wszedł na cmentarz: śmierć, trawa, niepamięć i rosa.
Był to cmentarz Okrętów. Pod ziemią wrzał głucho
Trzepot żagli, pośmiertną gnanych zawieruchą.
Wędrowiec czuł, jak wieczność z traw się wykojarza.
I ciszę swą do ciszy dodając cmentarza.
Przeżegnał to, co bliżej: pszczół kilka, dwa krzaki
I na pierwszym grobowcu czytał - napis taki:
>>Zginąłem nie na ślepo, bo z woli wichury -
I wierzyłem, że odtąd nie zginę raz wtóry.
Że znajdę przystań w śmierci a śmierć w tej przystani.
Ale śmierć mię zawiodła! Umarłem nie dla niej!
Trwa nadal wiatr przeciwny i groza rozbicia.
I lęk, i niewiadomość, i wszystko prócz życia!
Szczątki moje podziemne, choć je nicość nuży,
Jeszcze godne są steru i warte są burzy,
Nikt nie wie, gdzie ten wicher, który żagle wzdyma?
Kto raz w podróż wyruszył - już się nie zatrzyma.
Znam tę głąb, gdzie się Okręt mocuje nieżywy.
Snu - nie ma! Wieczność - czuwa! Trup nie jest szczęśliwy!
Za wytrwałość mych żagli, które śmierć rozwija.
Przechodniu, odmów - proszę - trzy Zdrowaś Maryja!
Wędrowiec dla nikogo zerwał liście świeże
I ukląkł, by żądane odmówić pacierze.

 

Uczennice 19, 20, 21: z tłumu przed bramą wchodzą na cmentarz chórem i recytują

Leżą umarli

umarli leżą

wierni pacierzom -

Szumy przestrzenne

tumy kamienne

śmierciom nie wierzą.

Kamienie mówią

kamienie krzyczą

kamienie jęczą -

mową podziemną

śpiewem pacierza.

Zwęża się czarna

dal planetarana

w głębię studzienną -

Usta przedwieczne

milczą nad nami

mową kamienną.

 

 

Uczeń 22Stoi na cmentarzu przy grobie i mówi

Tak mało powiedziałem.
Krótkie dni.
Krótkie dni,
Krótkie noce,
Krótkie lata.
Tak mało powiedziałem,
Nie zdążyłem.
Serce moje zmęczyło się
Zachwytem,
Rozpaczą,
Gorliwością,
Nadzieją.
Paszcza lewiatana
Zamykała się na mnie.
Nagi leżałem na brzegach
Bezludnych wysp.
Porwał mnie w otchłań ze sobą
Biały wieloryb świata.
I teraz nie wiem
Co było prawdziwe.

 

Uczeń 23Wchodzi na cmentarz staje przy jednym grobie i recytuje

Czas na mnie
czas nagli
co ze sobą zabrać
na tamten brzeg
nic
więc to już
wszystko
mamo
tak synku
to już wszystko
a więc to tylko tyle
tylko tyle
więc to jest całe życie
tak całe życie

Uczennica 3 śpiewa

Nic dwa razy się nie zdarza

i nie zdarzy. Z tej przyczyny

zrodziliśmy się bez wprawy

i pomrzemy bez rutyny.

 

Uczeń 24Stoi na cmentarzu przy grobie i mówi
Choćbyśmy uczniami byli

najtępszymi w szkole świata,

nie będziemy repetować

żadnej zimy ani lata.


Żaden dzień się nie powtórzy,

nie ma dwóch podobnych nocy,

dwóch tych samych pocałunków,

dwóch jednakich spojrzeń w oczy.


Wczoraj, kiedy twoje imię

ktoś wymówił przy mnie głośno,

tak mi było, jakby róża

przez otwarte wpadła okno.


Czemu ty się, zła godzino,

z niepotrzebnym mieszasz lękiem?

Jesteś - a więc musisz minąć.

Miniesz - a więc to jest piękne.


Uczeń 25Wchodzi na cmentarz staje przy jednym grobie i recytuje

Ostatni z mego pokolenia,

Drogich przyjaciół pogrzebałem.

Widziałem, jak się życie zmienia,

I sam jak życie się zmieniałem.


Człowiekam kochał i przyrodę,

W przyszłość patrzyłem jasnym okiem,

Wielbiłem wolność i swobodę

Zbratany z wiatrem i obłokiem.


Nie wabił mnie spiżowy pomnik,

Rozgłośne trąby, huczne brawa.

Zostanie po mnie pusty pokój

I małomówna, cicha sława.


Uczeń 26Wchodzi na cmentarz staje przy jednym grobie i recytuje

 

Zapisuję czterem żywiołom

to co miałem na niedługie władanie

ogniowi - myśl

niech kwitnie ogień

ziemi którą kochałem za bardzo

ciało moje jałowe ziarno

a powietrzu słowa i ręce

i tęsknoty to jest rzeczy zbędne

to co zostanie

kropla wody

niech krąży między

ziemią niebem

niech będzie deszczem przezroczystym

paprocią mrozu płatkiem śniegu

niech nie doszedłszy nigdy nieba

ku łez dolinie mojej ziemi

powraca wiernie czystą, rosą,

cierpliwie krusząc twardą glebę

wkrótce zwrócę czterem żywiołom

to co miałem na niedługie władanie

- nie powrócę do źródła spokoju

 

Uczeń 27Staje w bramie cmentarnej i recytuje

Kości zostały rzucone,

Skóra i kości,

Przekraczam siebie.

Poza mną przeszłość:

Dzwonnica bez głosu.

Przede mną ogród:

Woń jest konaniem kwiatów.

 

wszyscy aktorzy schodzą się razem stają zwróceni twarzą do publiczności i razem recytują, stopniowo zwiększając głośność recytacji aż do ostatnich słów, które są prawie krzykiem

Wszyscy razem

Ucz się śmierci. Na pamięć.

Zgodnie z zasadami pisowni

wyrazów martwych.

Pisz ją łącznie

jak rzeczpospolita albo lwipyszczek.

Nie dziel jej

pomiędzy umarłych.

Jesteś wybrańcem bogów.

Ucz się śmierci wcześnie.

Miłość do ojczyzny

też bywa śmiertelna.

Ucz się śmierci

w miłości.

Ucz się śmierci nie tylko

dla zabicia czasu.

Czas bywa samobójczy

i wisi godzinami na drzewach.

Przepytaj siebie.

Przepytaj na żywo.

 

Wykorzystane utwory muzyczne:

  1. Agnieszka Osiecka, Jeszcze zdążę w: Pięć Oceanów. Ocean Granatowy, WMP 2002 r.

Wykorzystane utwory liryczne:

 

Przedstawienie wykorzystuje poniższe fragmenty wierszy lub całe utwory:

K. K. Baczyński ***Trzeba umieć…,Śmierć¸ Baudelaire C. Śmierć nędzarzy, Brzechwa J. Śmierć zwierzęca, ***Leżą umarli, Czechowicz J. Modlitwa żałobna,K. I. Gałczyński Tylko nieboszczyk, *** Kiedy umrę łopaty stukną , Herbert Z. Testament, Leśmian B. Cmentarz, Lipska E. Ucz się śmierci,Miłosz C. Sens, Norwid C. K. ***Ty mnie do śmierci pokornej…,Osiecka A. Ktoś umarł, Różewicz T. ***Czas na mnie, Staff L. ***Ostatni z mego pokolenia, Alea iacta est, W. Szymborska Muzeum, Kot w pustym mieszkaniu, Nic dwa razy się nie zdarza, Twardowski J. Śpieszmy się kochać ludzi,

 

 

 

Aktorzy: klasa 1 A

Autor, reżyser: Arkadiusz Żmij

 

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.